czwartek, 23 grudnia 2010

my love

Tyk, tyk, tyk. Zegar w mojej głowie doprowadza mnie do szału.
Rytmiczne, prostolinijne tyk, tyk, tyk.
Istotnie, wariuje. To przez to oczekiwanie.
Jestem, jak zapomniany pies na podwórku,
któremu raz na jakiś czas rzuci się ochłap z resztek po obiedzie.
Brutalne porównanie. Ale prawdziwe. W końcu raz na jakiś czas dostaję ochłap z Ciebie.
Nie wystarcza mi to, oczywiście, czuję niedosyt i wilczy głód.
A najgorsze jest to, że mimo wszytko czekam.
A zegar tyka. Tyk, tyk, tyk.
Nie będę skomlała do telefonu. Nie, chce dystansu.
Do samej siebie. Do ciebie. I do nas.
I mimo, że tęsknie i myślę tylko o tym, kiedy znowu rzucisz mi swój ochłap , żyję tylko tym.
Bo nie powiem...
Zawsze przychodzisz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz